Skip to content
 

Sangwinik, melancholik i kartka w kratkę…

Jakiś czas temu doznałem pewnego olśnienia w kwestiach różnic w osobowościach. Nie chodzi o to, że odkryłem te różnice. Doskonale wiem o nich od dawna i uważam nawet, że wiem na temat różnic w osobowościach dosyć sporo. Olśnienie zostało spowodowane przez znajomego sangwinika. ja osobiście należę do grona perfekcyjnych melancholików, więc wydaje mi się, że mam dość dobrze poukładane wszystkie rzeczy związane z liczbami itp.

Zaczęło się od tego, że razem z tym znajomym sangwinikiem dzieliliśmy na kilka osób rachunek w restauracji. Ze względu na moją sympatię do liczb robiłem to osobiście (bo przecież zrobię to najlepiej, tak właśnie myśli typowy melancholik). Po kilku minutach wszystko było ładnie podzielone, każdy wiedział po ile dokłada do rachunku i wszyscy byli zadowoleni z takiego obrotu sprawy.

W czasie, kiedy dokonywałem tych „skomplikowanych” obliczeń wspomniany sangwinik bacznie mnie obserwował. Jak tylko skończyłem, zapytał się mnie czy wiem jaka jest między nami różnica w podejściu do tak prostych zadań. Wyczułem, że chce mi tym pytaniem przekazać coś istotnego, więc powiedziałem, że nie wiem jak to wygląda z jego punktu widzenia.

Chętnie mi wytłumaczył, powiedział:

„Słuchaj, załóżmy, że ktoś każe sangwinikowi i melancholikowi policzyć kratki na kartce w kratkę. Co robi sangwinik? Liczy ile kratek jest w pionie, ile w poziomie, mnoży jedno przez drugie i wynik, który otrzymał traktuje jako pewnik. Zapomina o temacie.


Co natomiast w takiej sytuacji robi melancholik? Liczy ile jest kratek w pionie, ile w poziomie, mnoży jedno przez drugie i otrzymuje wynik. Następnie myśli sobie, „przecież to nie może być takie proste, muszę to sprawdzić”. Bierze długopis i dotykając każdej kratki na kartce liczy je precyzyjnie od góry do dołu, kratka po kratce. Po przeliczeniu wszystkich kratek zapisuje wynik i porównuje go z uzyskanym wcześniej z przeprowadzonego mnożenia. Wyniki są takie same. Melancholik siada wygodnie i myśli:” Przecież to nie może być takie proste, sprawdzę to jeszcze raz”.

Bierze tym razem kartkę w dłonie i odrywa po kwadraciku odkładając każdy na boczek, żeby przypadkiem nie zginął. Po odłożeniu ostatniego kwadracika, siada zadowolony i wreszcie pewny, że nie popełnił błędu w obliczeniach.”

Być może jest to przerysowana sytuacja ale bardzo dobrze oddaje różnice pomiędzy tymi dwoma, jakże różnymi typami osobowości. Perfekcyjnym melancholikiem i towarzyskim sangwinikiem.

Gdzie w tym zdarzeniu jest wspomniane wcześniej olśnienie?

Polega ono na tym, że pierwszy raz ktoś tak obrazowo przedstawił sposób w jaki mnie postrzega (perfekcyjnego melancholika). Pierwszy raz uzmysłowiłem sobie, że mam naturalną tendencję do komplikowania spraw prostych i czynienia nieoczywistym tego, co dla innych jest oczywiste… Niestety, my melancholicy, rodzimy się z tym talentem i jedyna rzecz jaką możemy zrobić, żeby ułatwić sobie życie, to stać się świadomymi tego faktu i często zadawać sobie pytanie: „Czy ja przypadkiem tego nie komplikuję?”

Podobne posty:

Komentarze

Powered by Facebook Comments