Skip to content
 

Mądre bogate dziecko


Jeśli chcesz wychować swoje dzieci w duchu niewolniczego uwielbienia do pracy najemnej to tej książki NIE WOLNO ci przeczytać! Z niej dowiesz się dlaczego pracownik jest „dojną krową” i komu zależy na utrzymywaniu go w niewiedzy co do tego stanu…. Możesz jednak zamówić bezpośrednio u wydawcy i przeczytać… a wtedy już nigdy nie będziesz mógł powiedzieć,że nie miałeś szansy na zmianę w swoim życiu…

zobacz w wydawnictwie…

O KSIĄŻCE.

Wychowanie mądrego i bogatego dziecka – to wczesne wdrożenie takiego stanu umysłu, jakiego powszechna edukacja jeszcze nie odkryła

Robert Kiyosaki, przez wielu uznawany za finansowego guru, jest bezsprzecznie autorem najlepiej sprzedających się książek. Opisują one lekcje, jakich uczył go bogaty ojciec (ojciec jego najlepszego przyjaciela) oraz biedny ojciec (jego biologiczny ojciec – mający prywatne problemy finansowe, nauczyciel i wyższy urzędnik systemu edukacji).

Najnowsza książka Robert Kiyosaki, „Mądre bogate dziecko” czyli „Pobudź finansową inteligencję swojego dziecka”, opisuje bieżącą sytuację systemu edukacji, jego ograniczenia, wpływ tego systemu na Twoje dziecko i sposoby zaradzenia niedoskonałościom edukacyjnym narzuconym przez państwo. Przyczyną tego, że program edukacyjny nie nadąża za rzeczywistością, wpaja wiele nieprzydatnego materiału i nie naucza wielu niezbędnych zagadnień, jest jego skostnienie i trwanie w czasie, który przeminął około 50 lat temu. Ponieważ system edukacji jest wielką machiną, zmagania z nim dla pojedynczego człowieka są jak próba obrony gołymi rękami przed nalotem zdalnie naprowadzanej rakiety. Lepszą strategią w tym przypadku wydaje się być skupienie swych wysiłków na doedukowaniu naszego dziecka we własnym zakresie, zamiast podejmowania prób zmiany systemu.


Z istniejącego systemu edukacji zbyt wielu ludzi czerpie zbyt wiele korzyści, które mogliby utracić w wyniku jego radykalnej reformy, w związku z czym walka pojedynczych osób wydaje się bezcelowa i praktyka wykazuje, że jest bezskuteczna. Prawdopodobnie, aby dokonać radykalnych zmian, w systemie edukacji musi nastąpić wymiana całego pokolenia, a może i dwóch, gdyż obecna zbiorowa mentalność napędzająca ten system uczyniła z niego aligatora. Siła przetrwania aligatorów tkwi w ich odporności na wszelkie zmiany i w odróżnieniu od dinozaurów nie wymarły. Ta cecha odporności na wszelkie zmiany może być dobra dla tych, którzy dobrze czują się w istniejącym systemie, ale niekoniecznie dobrze służy ona kształceniu się Twojego dziecka.

Większość ludzi nie jest świadoma faktu, że zadaniem szkoły czy uczelni nie jest uszczęśliwienie Twojego dziecka, zrobienie go bogatym, wybitnym czy mentalnie niezależnym. Wręcz przeciwnie. System edukacyjny ma zadanie podtrzymać struktury, które go finansują, a więc ma zapewnić stały dopływ cywilnych pracowników etatowych i mundurowych funkcjonariuszy. System edukacji ma za zadanie podtrzymać istniejące status quo grupy społecznej, a nie realizować „fanaberie” jednostki.

Zatem jeśli Twoje cele lub cele Twojego dziecka są diametralnie różne od celów ogólnych, które wspiera system edukacji – musisz zmienić sposób edukowania swojego dziecka, a także sposób edukowania siebie (zakładając, że jesteś świadomy faktu, iż edukacja nie kończy się wraz opuszczeniem murów szkoły lub uczelni).

Co więc możesz zrobić? Odebrać dziecko ze szkoły i uczyć je we własnym zakresie? Cóż, niektórzy tak robią, gdyż zrozumieli, że obowiązek kształcenia własnego dziecka – to obowiązek rodziców, a nie spychanie tego faktu na państwowe szkolnictwo. Realia są jednak takie, że większości z nas nie stać na takie zmiany lub nie mamy ku temu odpowiednio rozwiniętego talentu. Większości z nas nie stać również na prywatne szkolnictwo, które i tak nie zawsze jest lepsze od tego ogólnodostępnego.

Co więc możesz zrobić, jeśli nie zarabiasz tych dodatkowych tysięcy złotych, które kupiłyby Twojemu synowi czy córce wysokiego lotu edukację, która dostarcza umiejętności, jakie trzeba posiadać w dzisiejszej epoce informacyjnej? Niektórzy próbują zarabiać więcej, próbując pracować ponad 24 godziny na dobę, ale ta metoda nie wydaje się skuteczna, a już na pewno nie jest drogą do finansowej wolności.

Przez wiele lat Robert Kiyosaki obserwował wysiłki swojego ojca, który był dyrektorem departamentu edukacji na Hawajach i który szczerze próbował zmienić ówczesny system edukacji. Próby te ojciec jego opłacił bardzo drogo: utratą pracy w wieku 50 lat, chorobami spowodowanymi stresem w pracy, przedwczesnym zejściem z tego świata i pozostawieniem rodziny w długach. Widząc, że szczere wysiłki jego ojca, który próbował zmienić system edukacji, nie są właściwą strategią oraz będąc przez wiele lat pod wpływem wybitnego biznesmena, czyli ojca jego szkolnego przyjaciela, Kiyosaki napisał książkę, która ma za zadanie pomóc rodzicom w wykształceniu dziecka w taki sposób, że nie stanie się ono ofiarą przestarzałego szkolnictwa, zaś rodzice nie będą musieli walczyć z tym systemem. Napisał tę książkę też dlatego, że jest świadomy faktu, iż większości ludzi nie stać na dobrą, ale drogą edukację swoich dzieci, przez co talent milionów dzieci zostaje bezpowrotnie zaprzepaszczony i dołączają one niepotrzebnie do milionów nieszczęśników, których życie staje się wielkim polem bitwy w zmaganiach z niedostatkiem. Niedostatkiem, którego przyczyny nie rozumieją, ograniczając swoje starania do żądań skierowanych w stronę pracodawcy, państwa i przypadkowo napotkanych ludzi, zamiast wykazywać inicjatywę i wziąć swoje sprawy w swoje ręce. Jak więc widać, zacofany system edukacji ma bardzo głęboki wpływ na jakość życia całego społeczeństwa.

W „Mądrym bogatym dziecku” Kiyosaki nie tylko opisał niedociągnięcia systemu edukacyjnego, ale i to, jak temu zaradzić, jakie działania podjąć, jakie ćwiczenia wykonywać z dziećmi, jakie wycieczki edukacyjne odbywać z nimi i jak im tłumaczyć poszczególne aspekty życia, w które wejdą. Opisał nie tylko tę część życia, która dotyczy pieniędzy. Duża część książki, obok rozwijania finansowego geniuszu Twojego dziecka, skupia się również na wydobywaniu z niego tych wszystkich talentów, których nie jest w stanie rozwinąć obecny system edukacji.

Książka jest przeznaczona dla rodziców, którym zależy na właściwym pokierowaniu swoimi dziećmi, którzy czują odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa, którzy chcieliby zrozumieć, dlaczego ich dziecko ma kłopoty w szkole i jak temu zaradzić; jak zachęcić dziecko do nauki, gdy ma słabe stopnie, jak postępować, gdy dziecko chce przerwać naukę, jak wreszcie pokierować nim, aby nabyło stosownych umiejętności finansowych, które zapewnią mu finansowy sukces w życiu, niezależnie od tego ile zarabia, jaka jest inflacja, jaki jest stan gospodarki i czy ma pracę czy też jej nie ma.

Majka Tem

zobacz w wydawnictwie…

FRAGMENT:

Dlaczego banku nie interesuje świadectwo szkolne
czy dyplom Twojego dziecka?

Mając piętnaście lat, nie byłem promowany do następnej klasy z powodu oceny niedostatecznej z języka angielskiego. Stało się tak, ponieważ nie potrafiłem pisać, czy raczej nauczycielowi angielskiego nie podobało się to, o czym piszę. Robiłem też okropne błędy ortograficzne. Miałem więc powtarzać drugą klasę szkoły średniej. Ból emocjonalny i zażenowanie pojawiły się z wielu stron. Przecież mój ojciec stał na czele systemu edukacji – był jego dyrektorem na Hawajach i miał pod sobą ponad czterdzieści szkół. Na wieść, że syn szefa zostanie w tej samej klasie na drugi rok, w przybytkach edukacji słychać było drwiący śmiech.

Ocenę niedostateczną dostał także mój najlepszy przyjaciel Michał, syn bogatego ojca. Szkoda, że także nie zdał, dobrze jednak, że w chwili nieszczęścia miałem przynajmniej towarzystwo.

Przez kilka kolejnych dni człowiek, którego nazywam moim biednym ojcem, zajmował się „sprawą”. Odkrył, że z całej klasy, liczącej trzydziestu dwóch uczniów, nauczyciel nie promował piętnastu. Uczniom, którzy chcieli poprawić oceny, zaproponowano zajęcia w specjalnie do tego celu zorganizowanej letniej szkole. Przez trzy wakacyjne tygodnie torowałem sobie drogę do oceny dopuszczającej, dzięki której mogłem – tak jak reszta – przejść do następnej klasy.

Ostatecznie ojciec doszedł do wniosku, że wina leży zarówno po stronie uczniów, jak i nauczyciela. Najbardziej zaniepokoił go fakt, iż większość uczniów, którzy początkowo nie otrzymali promocji, należała do tych najlepszych, którzy chcieli później studiować. Zamiast opowiadać się po którejś ze stron, ojciec wrócił do domu i oznajmił: „Przyjmij tę porażkę za bardzo ważną życiową lekcję. To doświadczenie może nauczyć cię bardzo wiele lub prawie nic. Możesz złościć się na nauczyciela, obwiniać go i żywić do niego urazę. Możesz też przyjrzeć się własnemu postępowaniu, dowiedzieć się więcej o sobie i dojrzewać w oparciu o takie doświadczenie. Uważam, że nauczyciel nie powinien wystawić tylu ocen niedostatecznych. Sądzę jednak, że ty i twoi koledzy musicie stać się lepszymi uczniami. Mam nadzieję, że całe zdarzenie przyczyniło się do rozwoju zarówno uczniów, jak i nauczyciela”.

Bogaty ojciec dobrze wiedział o naszej porażce. Ocena niedostateczna z angielskiego dla jego syna zaniepokoiła go. Był wdzięczny, że mój ojciec interweniował i skierował nas na kurs szkoły letniej, w celu poprawy ocen. Obaj ojcowie patrzyli na świat pozytywnie; udzielili nam swoich lekcji, które – choć różniły się od siebie – pozwalały nam wyciągnąć wnioski z tego przykrego doświadczenia. Dotąd bogaty ojciec mówił niewiele. Sądzę, że po prostu obserwował nas obu, aby sprawdzić, jak zareagujemy na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Teraz, gdy usłyszał nasze zdania i opinie na ten temat, przyszedł czas na jego komentarz.

Siadając w fotelu, powiedział:

- Dobre stopnie są ważne. Istotne jest również to, jak radzicie sobie w szkole, jak pilnie się uczycie i jacy jesteście inteligentni. Jednak wraz z ukończeniem szkoły znaczenie ocen zmniejsza się.

Kiedy usłyszałem te słowa, wyprostowałem się na krześle. W mojej rodzinie, w której niemal każdy – ojciec, wujowie i ciotki – był zatrudniony w systemie edukacji, opinia, iż stopnie nie są ważne, równała się nieomal z profanacją.

- A co z naszymi ocenami? Będą szły za nami do końca życia – dodałem z cichym jękiem, wstrząśnięty.

Bogaty ojciec potrząsnął głową i pochylił się w naszym kierunku:
- Posłuchajcie. Zdradzę wam wielką tajemnicę…

Zrobił przerwę, aby upewnić się, że słuchamy, a następnie oznajmił:
- Mój bank nigdy nie prosił mnie o świadectwo szkolne.

Ta uwaga mnie zaskoczyła. Od miesięcy Michał i ja martwiliśmy się naszymi ocenami. W szkole są one wszystkim. Moi rodzice, krewni i nasi koledzy tak uważali. A teraz słowa bogatego ojca zburzyły moje przekonanie, zgodnie z którym złe stopnie zrujnowały mi życie.

- Co pan powiedział? – odrzekłem, nie rozumiejąc do końca, do czego zmierza.

- To, co słyszałeś – stwierdził, prostując się. Wiedział, że wysłuchaliśmy jego słów. Teraz czekał, aż do nas dotrą.

- Bank nigdy nie pytał pana o świadectwo? – powtórzyłem cicho. – Czy chce pan przez to powiedzieć, że stopnie nie są ważne?

- A czy ja coś takiego powiedziałem? – bogaty ojciec zapytał sarkastycznie. – Czy powiedziałem, że stopnie nie są ważne?

- Nie – przyznałem z zakłopotaniem. – Nie powiedział pan tego.

- Co więc powiedziałem? – zapytał.

- Stwierdził pan: „Mój bank nigdy nie prosił mnie o świadectwo szkolne” – odrzekłem. Przyszło mi to z trudnością, ponieważ w mojej nauczycielskiej rodzinie dobre oceny, wyniki sprawdzianów oraz świadectwa były dla jej członków wszystkim.

- Gdy idę na spotkanie z bankierem – bogaty ojciec ponownie podjął temat – on nie mówi: „Niech mi pan pokaże swoje stopnie”.

Jeszcze raz zapytał:

- Czy mój bankier pyta: „Był pan stuprocentowym prymusem?” Czy prosi, abym pokazał mu moje świadectwo? Czy mówi: „O, uczył się pan dobrze. Pożyczę panu milion dolarów”. Czy on coś takiego mówi?

- Chyba nie – odpowiedział Michał. – Przynajmniej nigdy nie prosił cię o świadectwo, gdy byłem z tobą w jego biurze. Wiem też, że nie pożyczy ci pieniędzy ze względu na średnią twoich ocen.

- O co więc prosi? – zapytał bogaty ojciec.

- O zestawienie finansowe – cicho oznajmił Michał. – Zawsze domaga się zaktualizowanego zestawienia finansowego. Chce zobaczyć zestawienie twoich zysków i strat oraz – zestawienie bilansowe.

zobacz w wydawnictwie…

Podobne posty:

Komentarze

Powered by Facebook Comments

Zostaw Odpowiedź