Skip to content
 

Kto zabiera Twoje pieniądze?


Jeśli bycie pracownikiem jest wszystkim o czym w życiu marzyłeś to ta książka NIE JEST dla Ciebie i nawet nie sprawdzaj jej ceny u wydawcy.

Jeśli jednak chcesz poznać prawdę o tym co dzieje się z Twoimi pieniędzmi, ile i kto ci zabiera, kto i jak cię DOI, to wydaje mi się, że ta książka otworzy ci oczy…

zobacz w wydawnictwie

Fragment książki:

Wstęp

Jak w ciągu 10 lat można zamienić 10 tysięcy dolarów w 10 milionów dolarów?

„Największy strach wśród Amerykanów wywołuje wizja wyczerpania się pieniędzy, gdy nie będą już oni pracowali”.
Z badań przeprowadzonych przez dziennik USA Today

„Ludzie borykają się z finansami głównie dlatego, że zwracają się po finansową poradę do ludzi biednych lub sprzedawców”.
Bogaty ojciec

W grudniu 2002 roku lokalna gazeta w Phoenix w stanie Arizona opublikowała tekst dotyczący Przepowiedni bogatego ojca – mojej książki, która ukazała się w październiku tego samego roku. Zdziwiło mnie to, że artykuł był sprawiedliwy i wyważony. Byłem zaskoczony, ponieważ wielu dziennikarzy zajmujących się tematyką finansową nie miało zbyt pochlebnego zdania na temat mojej książki.


Mimo że tekst był sprawiedliwy i wyważony, kończył się niemiłą uwagą, która mi się nie spodobała. Chodzi o komentarz dotyczący 39-procentowego zwrotu z mojej ostatniej inwestycji. Odniosłem wrażenie, że autor dawał w ten sposób do zrozumienia, że albo skłamałem, albo przesadziłem, mówiąc o moich zyskach.

Oczywiście większość z nas nie lubi ludzi, którzy się przechwalają lub przesadzają. Ja także nie przepadam za takimi osobami. Uwaga ta jednak nie spodobała mi się dlatego, że się nie przechwalałem, ani nie przesadzałem. Tak naprawdę, wręcz przeciwnie – zaniżyłem moje zyski. Innymi słowy, mój zwrot z inwestycji nie istniał tylko na papierze. Zwrot z zainwestowanych przeze mnie pieniędzy został określony na podstawie prawdziwej gotówki w mojej kieszeni i znacznie przekraczał 39%.

Pozwoliłem, żeby ten komentarz zaprzątał mi głowę przez kilka dni. W końcu zadzwoniłem do redakcji gazety, aby umówić się na spotkanie z dziennikarzem i wszystko wyjaśnić. Powiedziałem mu, że nie oczekuję, iż coś jeszcze o mnie napisze albo że opublikuje sprostowanie. Chciałem jedynie spotkać się w jego biurze w towarzystwie mojego księgowego i pokazać mu moje zestawienia finansowe oraz wytłumaczyć, w jaki sposób osiągnąłem te 39% zwrotu. Zgodził się z przyjemnością i ustaliliśmy datę spotkania.

Kiedy już wraz z moim księgowym wyjaśniłem mu, jak uzyskałem te 39% i że liczba ta była tak naprawdę zaniżona, skomentował to tak:

- Cóż, przeciętny inwestor nie może robić tego, co pan.

- Nigdy nie mówiłem, że może – zauważyłem.

- To, co pan robi, jest zbyt ryzykowne – stwierdził.

- W ciągu ostatnich kilku lat miliony inwestorów straciło biliony dolarów, znaczną ich część na akcjach i funduszach inwestycyjnych, które pan polecał. Wielu ludzi, którzy stracili pieniądze, inwestując długoterminowo w jednostki uczestnictwa funduszy, nigdy nie będzie mogło przejść na emeryturę. Czy to nie jest ryzykowne?

- Stało się tak z powodu dużej korupcji w firmach – bronił się mój rozmówca.

- Po części to prawda. Ale ile z tych strat powstało wskutek złych rad udzielanych przez doradców finansowych, maklerów giełdowych i dziennikarzy? Jeżeli długoterminowe inwestowanie w fundusze to taki dobry pomysł, to dlaczego tak wielu ludzi straciło tyle pieniędzy?

- Nie wycofuję się z mojej porady. Nadal twierdzę, że inwestowanie długoterminowe i dywersyfikacja portfela funduszy inwestycyjnych to najlepszy plan dla przeciętnego inwestora.

- Zgadzam się – odpowiedziałem. – Pańska propozycja jest najlepsza dla przeciętnego inwestora, ale nie dla mnie.

Mój księgowy, Tom, wtrącił się w tym momencie do rozmowy.

- Gdyby przeciętny inwestor zmienił nieco podejście i używał innych aktywów, mógłby osiągać o wiele wyższe zyski przy znacznie mniejszym ryzyku. Zamiast siedzieć bezczynnie i obserwować, jak rynek raz zwyżkuje, a raz zniżkuje, słuchając finansowych guru, którzy usiłują wskazać na kolejne „świetne” akcje, jakie warto będzie wybrać, inwestor może wykorzystać proponowany przez Roberta plan bogatego ojca, dzięki któremu nie będzie musiał wpadać w panikę za każdym razem, gdy rynek zniżkuje, lub zastanawiać się, w którym sektorze notowania akcji wzrosną. Nie tylko osiągnie on o wiele wyższe zyski przy mniejszym wkładzie własnym i mniejszym ryzyku, ale automatycznie, jak na zawołanie, zaczną płynąć pieniądze. Często nazywam tę strategię inwestycyjną magicznymi pieniędzmi.

Jak się okazało – zwrot z inwestycji rzędu 39% i magiczne pieniądze – to zbyt wiele jak na takie krótkie spotkanie z dziennikarzem. Gdy padło pojęcie magiczne pieniądze, spotkanie dobiegło końca.

Jak wspomniałem, ten dziennikarz był otwarty i pozytywnie nastawiony. Kilka tygodni później napisał o mnie kolejny artykuł, mimo że go o to nie prosiłem. Chociaż tekst był precyzyjny, autor pominął kwestię tego, w jaki sposób uzyskałem tak wysokie zwroty z inwestycji. Nie wspomniał też nic o magicznych pieniądzach.

Najważniejsze jest to, że zawdzięczam temu dziennikarzowi inspirację do napisania tej książki, która nie jest skierowana do przeciętnego inwestora.

FAQ (Często zadawane pytania)

Po spotkaniu z dziennikarzem postanowiłem napisać tę książkę. Zdecydowałem, że nadszedł już czas, żeby wyjaśnić formułę bogatego ojca mówiącą o tym, jak sprawić, aby mała inwestycja przyniosła ultraduży zysk. Książka ta pozwoli mi także odpowiedzieć na kilka często zadawanych pytań, na które zwykle unikam odpowiedzi. Oto niektóre z nich:

1. „Mam 10 tysięcy dolarów. W co powinienem zainwestować?”.

2. „Jaki rodzaj inwestycji pan poleca?”.

3. „Jak mam zacząć?”.

Do tej pory wahałem się z odpowiedzią na te pytania głównie dlatego, że tak naprawdę musiałbym powiedzieć: „To zależy od pana. To, co ja bym zrobił, często różni się od tego, co pan powinien zrobić”.

Po drugie, gdy zdarzyło mi się odpowiadać na pytania tego typu i szczegółowo wyjaśniać, co robię oraz jak osiągam wysokie zwroty z inwestycji przy mniejszym wkładzie własnym i mniejszym ryzyku, często spotykałem się z takimi reakcjami:

1. „Tego nie da się tutaj zrobić”.

2. „Nie stać mnie na to”.

3. „Czy nie istnieje jakiś prostszy sposób?”.

Dlaczego tak wiele osób traci

Moim zdaniem w latach 2000-2003 miliony ludzi straciło biliony dolarów między innymi dlatego, że poszukiwali oni prostych odpowiedzi na pytania o to, gdzie zainwestować swoje pieniądze. I znalazło się wiele osób, które chętnie udzieliły tych prostych odpowiedzi typu:

1. „Oszczędzaj pieniądze”.

2. „Inwestuj długoterminowo i dywersyfikuj”.

3. „Potnij swoje karty kredytowe i wydostań się z długów”.

Książka ta nie jest napisana dla ludzi, którzy chcą otrzymać proste odpowiedzi. Jeśli lubisz nazbyt uproszczone odpowiedzi na pytania dotyczące finansów, chętnie przyjmowane przez większość ludzi, to prawdopodobnie ta książka nie jest dla Ciebie. Moje odpowiedzi wielu osobom mogą się wydawać zbyt trudne lub zbyt zawiłe.

Książka została napisana dla tych, którzy chcą mieć większą kontrolę nad swoimi pieniędzmi i zarobić ich o wiele więcej, używając środków, które obecnie posiadają. Jeśli to Cię, Czytelniku, interesuje, to czytaj dalej.

Najgorszy sposób, żeby stać się bogatym

Wspomniany wcześniej dziennikarz miał rację, gdy mówił, że jego rada jest dobra dla przeciętnego inwestora. Ale tak naprawdę zachęcał do wybrania jednej z najtrudniejszych dróg prowadzących do bycia bogatym. Pracujący na etacie ludzie, którzy wpłacają pieniądze na plan emerytalny, taki jak 401(k) w USA, plan opierający się na jednostkach uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, jadą przez życie bardzo wolnym autobusem. Ma on zużyty silnik, co oznacza, że nie jedzie zbyt szybko i nigdy nie osiąga maksymalnych zysków. Nie działają w nim też hamulce, co sprawia, że zjazdy są przerażające.

Chociaż długoterminowe inwestowanie w plany emerytalne może być dobre dla przeciętnego inwestora, dla mnie jest wolnym, ryzykownym, nieskutecznym i wysoko opodatkowanym sposobem inwestowania.

Istnieją lepsze inwestycje

Gdy słyszę pytanie: „W co powinienem zainwestować?”, pokazuję ten oto wykres, jeśli mam go przy sobie:

I zazwyczaj dodaję: „Istnieją trzy różne rodzaje aktywów: biznesy, nieruchomości i papiery wartościowe. Powyższy wykres porównuje dwa z nich, mianowicie nieruchomości i inwestowanie w indeks S&P 500, w który większość przeciętnych inwestorów powinna inwestować. Niech wykres mówi sam za siebie. Sądzę, że pokazuje on różnice między szczytami górskimi a pagórkami”.

Wyjaśniając dalej, mówię: „Dobrą i prostą inwestycją jest wpłacenie pieniędzy na fundusz oparty o indeks S&P 500. Dla większości menedżerów funduszy inwestycyjnych indeks S&P 500 jest punktem odniesienia, który chcą przekroczyć. Niestety, bardzo niewielu udaje się tego dokonać”.

Wówczas zwykle słyszę pytanie: „Czy potrzebujemy menedżera funduszu, jeśli niewielu z nich potrafi osiągnąć lepsze wyniki niż S&P? Dlaczego po prostu samemu nie zainwestować tych pieniędzy w S&P?”.

Odpowiadam wtedy: „Sam zadaję sobie to pytanie. Jeśli zainwestuje pan 10 tysięcy dolarów w nieruchomości, to tak naprawdę zwiększa pan podstawę swojej inwestycji, używając dźwigni finansowej w wysokości 90%, w tym wypadku 90 tysięcy dolarów pożyczonych z banku. W latach 1992-2002 pańskie 10 tysięcy zainwestowane w S&P wzrosłoby do 17 397 dolarów. Natomiast kwota 10 tysięcy, wraz z pieniędzmi banku, zwiększyłaby się do 158 673 dolarów”.

Gdy ludzie przyjrzą się temu wykresowi, mają kolejną wątpliwość: „Dlaczego więcej osób nie inwestuje w nieruchomości?”.

„Aby inwestować w nieruchomości, trzeba być lepszym inwestorem” – wyjaśniam. „Żeby z powodzeniem inwestować w nieruchomości, nie wystarczą same umiejętności finansowe, potrzeba o wiele więcej kapitału i umiejętności menedżerskich. Kupowanie papierów wartościowych jest o wiele prostsze, tańsze i nie potrzeba się zbytnio nimi zajmować, dlatego właśnie tak wiele osób w nie inwestuje”.

Przeciętne zyski

Zaznaczam jednak, że wartości zwrotów z nieruchomości podane na tym wykresie są średnią dla całego kraju, a średnie mogą kłamać. W rzeczywistości zwroty były o wiele wyższe w pewnych częściach kraju i o wiele niższe w innych. Dlatego podkreślam: „Indeks S&P to rynek międzynarodowy, a nieruchomości – lokalny. To znaczy, że jeśli jest pan bystrym inwestorem zajmującym się nieruchomościami, często może pan osiągnąć jeszcze wyższe zyski. Pańskie 10 tysięcy dolarów zainwestowane w S&P 500 przyniosłoby panu taki sam zwrot jak wszystkim innym inwestorom, podczas gdy identyczna kwota zainwestowana w nieruchomości w tym samym czasie mogłaby przynieść o wiele więcej niż 158 673 dolary lub o wiele mniej. Jeśli inwestowanie w nieruchomości panu nie wychodzi i nie potrafi pan nimi zarządzać, to mógłby pan stracić te 10 tysięcy, które pan zainwestował, a możliwe że nawet i więcej. Jeżeli nie jest pan zbyt dobry w kupowaniu nieruchomości i zarządzaniu nimi, to więcej pan zyska, inwestując w indeks S&P 500. To, czy odniesie pan sukces, inwestując w nieruchomości, zależy od inwestora, czyli od pana. W przypadku S&P 500 zależy to od 500 spółek, których indeks ten dotyczy”.

Ludzie interesują się jeszcze czymś: „Czy z tych 10 tysięcy można uzyskać jeszcze wyższy zwrot niż 158 673 dolary?”. Odpowiedź brzmi: „Tak, ale żeby tego dokonać, inwestor często musi wykorzystać potęgę biznesu”. Z trzech rodzajów aktywów biznes jest tym najpotężniejszym, jednak wymaga najwięcej umiejętności w trakcie jego zakładania, rozwijania i dalszego kierowania nim. Dla kogoś, kto potrafi budować biznesy i umie inwestować w nieruchomości, możliwe są ultrawysokie zyski, których nie da się umieścić na wykresie porównującym indeks S&P do nieruchomości. Innymi słowy, zyski te nie mieszczą się w skali.

Jak osiągnąć ultrawysokie zyski

Chociaż część zawartych tu informacji pojawiła się już w innych książkach z serii „Bogaty ojciec”, dokładniej niż kiedykolwiek wcześniej opiszę, jak można uzyskać niewyobrażalnie wysokie zwroty z inwestycji. Wprowadzę akceleratory pieniędzy, z którymi zapoznał mnie bogaty ojciec.

Z tej książki dowiesz się, dlaczego dywersyfikacja i inwestowanie długoterminowe stanowią często nie najlepszą poradę inwestycyjną oraz dlaczego stosujące się do niej osoby najczęściej tracą pieniądze na rynku.

Jednym z najpilniej strzeżonych sekretów inwestorów odnoszących sukcesy nie jest dywersyfikacja, ale integracja. Zamiast inwestować tylko w jeden rodzaj aktywów, integrują oni dwa lub trzy rodzaje aktywów. Następnie korzystają z akceleratorów, dźwigni finansowej i technik ochrony w stosunku do pieniędzy przepływających przez te aktywa. Dla przykładu, Bill Gates stał się najbogatszym człowiekiem na świecie dzięki integracji potęgi biznesu i papierów wartościowych. Zrealizował marzenie wielu przedsiębiorców, czyli zbudował firmę i wprowadził ją na giełdę. Innymi słowy, zamienił część swojego biznesu w papiery wartościowe, często nazywane udziałami. Gdyby Bill Gates nie wprowadził swojej firmy na giełdę, i tak prawdopodobnie byłby bogaty, ale możliwe, że nie stałby się najbogatszym człowiekiem na świecie w tak młodym wieku. Mówiąc prościej, to integracja dwóch rodzajów aktywów stała się akceleratorem jego majątku. Nie zostałby najbogatszym człowiekiem na świecie, gdyby otrzymywał pensję jako pracownik Microsoftu i gdyby wpłacał ją na zdywersyfikowane fundusze inwestycyjne.

Donald Trump uzyskuje większe zwroty z zainwestowanych pieniędzy, będąc właścicielem biznesu, który zajmuje się inwestowaniem w nieruchomości. Natomiast Warren Buffett, największy inwestor na świecie, osiąga niezwykle wysokie zyski dzięki temu, że jest właścicielem firmy inwestującej w inne biznesy.

Wielki biznes a mały biznes

Nie oznacza to, że Twój biznes musi być wielki albo że musi być związany z nieruchomościami. Chodzi o to, że inwestor może być właścicielem małego biznesu i jednocześnie inwestować w nieruchomości. To tak, jakby mieć dwa zawody – jeden dla siebie, a drugi dla swoich pieniędzy, co bardzo polecam. Na przykład, jestem znany dzięki temu, że piszę – jestem autorem książek. To moje zajęcie, tym się zajmuję. Natomiast zawodem moich pieniędzy są nieruchomości. Ważna jest integracja dwóch lub trzech rodzajów aktywów, a nie dywersyfikacja w obrębie tylko jednego rodzaju.

Nawet jeśli jesteś właścicielem małego biznesu, możesz mieć te same korzyści finansowe co wielkie firmy. Tak jak duży biznes i giełda uczyniły Billa Gatesa multimiliarderem, tak mały biznes, nieruchomości i papiery wartościowe mogą sprawić, że Ty staniesz się multimilionerem w mniej niż 10 lat. Pytanie brzmi: „Czy będziesz potrafił umiejętnie inwestować w co najmniej dwa różne aktywa lub rodzaje aktywów?”. Jeśli tak, to może zadziałać finansowa magia.

Synergia a dywersyfikacja

Dzięki tej książce poznasz formułę bogatego ojca mówiącą o tym, jak uzyskać ultrawysokie zwroty z inwestycji. Bogaty ojciec nauczył swojego syna i mnie, że trzeba mieć solidnych doradców i potem integrować potęgę sił finansowych, którymi są:

- biznes,

- nieruchomości,

- papiery wartościowe,

- pieniądze banku,

- przepisy podatkowe,

- prawo spółek.

Integrować oznacza łączyć i działać razem. Dywersyfikować to rozdzielać i działać osobno.

Jeżeli ktoś potrafi zintegrować wszystkie sześć sił i dzięki temu przyśpieszyć cały proces, to może osiągnąć ultrawysokie zyski, zaczynając od bardzo niewielkiej ilości pieniędzy. Jeśli ktoś potrafi zrobić to znakomicie, to pojawiają się magiczne pieniądze lub synergia finansowa.

Co to jest synergia?

Słowo „synergia” jest często tak definiowane: „całość jest większa niż suma poszczególnych części”. Mówiąc prościej, oznacza to, że 1 + 1 = 4. Suma – w tym przypadku 4 – jest większa niż suma części, czyli 1 + 1.

Inny przykład synergii: Powiedzmy, że masz nasionko dyni i trochę ziemi. Sama ziemia nie sprawi, że z ziarenka wyrośnie dynia, nawet jeśli przysypujesz je coraz większą jej ilością. Jeśli jednak do tej ziemi dodasz słońca i wody we właściwych proporcjach, to nagle ziarenko zacznie kiełkować. To synergia ziemi, słońca i wody sprawia, że w ziarenku zachodzi magia. To samo dzieje się z pieniędzmi. Przy udziale odpowiednich składników Twoje pieniądze mogą „rosnąć” jak zaczarowane. Jeśli znajdują się one pod warstwą zdywersyfikowanej ziemi, to mogą zamienić się w grzyb, ale nie staną się magicznymi pieniędzmi.

Potęga synergii

Książka ta opowiada o tym, w jaki sposób możesz okiełznać swoje pieniądze, wykorzystując różne siły finansowe i doprowadzając do powstania finansowej synergii, inaczej mówiąc – magicznych pieniędzy.

Oczywiście ta książka nie jest przeznaczona dla przeciętnego inwestora. Powtórzę raz jeszcze słowa, które wypowiedział dziennikarz, gdy wyjaśniłem mu, jak osiągnąłem 39-procentowy zwrot z inwestycji: „Cóż, przeciętny inwestor nie może robić tego, co pan”.

Przytoczę także moją odpowiedź na ten komentarz: „Nigdy nie mówiłem, że może”.

Ta książka jest dla tych, którzy nie lubią oddawać swoich pieniędzy w ręce obcych ludzi, mając nadzieję i jednocześnie się modląc, że będą mogli z nich skorzystać, gdy zajdzie taka potrzeba. Jest to książka dla kogoś, kto pragnie mieć większą kontrolę nad swoimi pieniędzmi i chce, żeby jego zwroty z inwestycji przewyższały przeciętne zyski przeciętnych inwestorów. Nie dowiesz się z niej, co dokładnie masz zrobić – ponieważ to, co zrobisz, aby stać się bogatym i sposób, w jaki tego dokonasz, tak naprawdę zależy wyłącznie od Ciebie – ale pomoże Ci zrozumieć, dlaczego niektórzy inwestorzy osiągają o wiele wyższe zyski niż przeciętny inwestor – przy mniejszym ryzyku, mniejszych pieniądzach i w znacznie krótszym czasie.

Czy możesz zarobić 10 milionów dolarów, gdy zainwestujesz 10 tysięcy w fundusze inwestycyjne?

Czy to oznacza, że po przeczytaniu tej książki będziesz w stanie uzyskać podobne wyniki, gdy zainwestujesz swoje 10 tysięcy dolarów? I znowu odpowiedź brzmi: „To zależy od Ciebie”.

Ważniejsze może się okazać inne pytanie: „Czy uważasz, że w 10 lat możesz zamienić 10 tysięcy dolarów w 10 milionów poprzez inwestowanie jedynie w fundusze inwestycyjne?”. O to samo można zapytać kogoś, kto inwestuje jedynie w nieruchomości. W większości przypadków odpowiedź brzmi: „Nie”. Bardzo trudno osiągnąć ultrawysokie zyski tylko z jednego rodzaju aktywów, a tego właśnie usiłuje dokonać większość ludzi. Jeżeli jednak zainwestują w różne rodzaje aktywów i zintegrują potęgę różnych akceleratorów aktywów, to stworzą w ten sposób synergię inwestycyjną i umożliwią sobie osiągnięcie ultrawysokich zysków.

Największa obawa Amerykanów

Podczas jednej z moich pogadanek młoda kobieta podniosła rękę i zapytała:

- Dlaczego ultrawysokie zyski są takie ważne? Dlaczego nie można stawać się bogatym powoli? I dlaczego w ogóle pieniądze mają tak ogromne znaczenie? Czy bycie szczęśliwym nie jest ważniejsze?

Za każdym razem, gdy mówię o pieniądzach i stawaniu się bogatym, zawsze wśród słuchaczy znajdzie się ktoś o nastawieniu, które ja nazywam cyniczną postawą opartą na stwierdzeniu: „pieniądze nie są ważne”. Tym razem byłem przygotowany. Uśmiechnąłem się i rozdałem artykuł z dziennika USA Today. Gazeta przeprowadziła ankietę i odkryła, że „wizja wyczerpania się pieniędzy wywołuje wśród Amerykanów największy strach”. Ich główną obawą nie jest nowotwór, przestępczość czy wojna atomowa. Nowym największym strachem jest dla nich wizja wyczerpania się pieniędzy, gdy będą już w podeszłym wieku. Bardzo obawiają się również długiego życia bez pieniędzy. Większość Amerykanów zdaje sobie sprawę, że system ubezpieczeń społecznych i państwowe ubezpieczenie zdrowotne mogą nawet nie dotrwać do czasu, gdy oni będą potrzebowali pomocy na stare lata.

Pozwoliłem, aby ta młoda kobieta przeczytała artykuł grupie, a ja w tym czasie napisałem na tablicy „Finansowa gra”. Poniżej narysowałem następujący schemat:

Gdy już przebrzmiały ostatnie słowa artykułu, zapytałem:

- Czy wiedziała pani, że do końca 2010 roku 78 milionów Amerykanów skończy 65 lat lub więcej? Co trzeci nie ma planu emerytalnego.

- Słyszałam o tym. Ale dlaczego nazywa pan to grą?

Wziąłem oddech, wskazałem na kolumnę „Wiek” na tablicy i powiedziałem:

- Gra często dzieli się na kwarty. Na przykład mecz profesjonalnego futbolu amerykańskiego rozgrywany jest w 15 minutowych kwartach. Wielu ludzi opuszcza szkołę w wieku około 25 lat i planuje przejść na emeryturę, mając 65 lat. Oznacza to, że finansowa gra, w którą gramy, trwa 40 lat, czyli jedna kwarta to 10 lat. Mamy nadzieję, że w ciągu tych 40 lat zarobimy i odłożymy wystarczająco dużo pieniędzy na emeryturę. Ja byłem w stanie wydostać się z tej gry na początku 3. kwarty, w wieku 47 lat. Moja żona Kim zwyciężyła w swojej grze, mając 37 lat, tuż po zakończeniu 1. kwarty. Czy rozumie pani, co mam na myśli, mówiąc o tej grze?

Młoda kobieta pokiwała twierdząco głową, cały czas ściskając w ręku artykuł z USA Today.

- A jeśli nie mają wystarczająco dużo pieniędzy i pracują po 65. roku życia, to nazywa pan to „dogrywką” – upewniła się.

- Zgadza się. Właściwie to może im to wyjść na dobre, ponieważ praca sprawi, że będą zdrowsi. Różnica jednak polega na tym, czy muszą, czy chcą pracować.

- A „koniec czasu” oznacza, że mimo iż żyjemy, to fizycznie nie jesteśmy już w stanie pracować.

- To prawda – odpowiedziałem, skinąwszy głową. – Czy zechce mi pani powiedzieć – nie podając mi swojego wieku – w której kwarcie finansowej gry pani się teraz znajduje i czy nadal pani gra, czy już pani w niej wygrała? – zapytałem.

- Mogę panu powiedzieć, ile mam lat. Mam 32 lata, co plasuje mnie w 1. kwarcie pańskiej finansowej gry.

Po chwili przerwy powiedziała:

- I daleko mi do zwycięstwa. Jestem pogrążona w długach związanych z kredytem studenckim, z opłatami za dom, za samochód, z podatkami i zwyczajnym codziennym życiem. To wszystko zabiera większą część moich zarobków.

Pozwoliłem, żeby jej słowa odbiły się echem po sali. Po długiej ciszy zacząłem mówić:

- Dziękuję za szczerość. A gdyby zaczynała pani 4. kwartę – powiedzmy miałaby pani 55 lat – i dopiero co straciła pani dużo pieniędzy na giełdzie, czy byłoby panią stać na inwestowanie długoterminowe? Czy mogłaby pani sobie pozwolić na kolejny spadek koniunktury na rynku? Czy mogłaby pani pracować i czekać, podczas gdy pani pieniądze zarabiałyby niecałe 10% rocznie?

- Nie – usłyszałem w odpowiedzi.

- Czy teraz pani rozumie, dlaczego ważne jest, żeby mieć wystarczająco dużo pieniędzy, oraz dlaczego zwiększanie własnej inteligencji finansowej i generowanie większych zysków w krótszym czasie przy mniejszym ryzyku ma tak ogromne znaczenie?

Potwierdziła skinieniem głowy.

Chcąc dobitniej przedstawić moją myśl, zapytałem:

- Czy teraz jest dla pani jasne, dlaczego uzależnianie swojej finansowej przyszłości od wahań rynku papierów wartościowych nie ma większego sensu? Czy teraz pani rozumie, dlaczego przekazywanie swoich pieniędzy obcym ludziom, którzy usiłują odgadnąć, jakie akcje będą dobre, a jakie złe, nie jest zbyt mądrym działaniem? Czy ma to jakikolwiek sens, by ciężko pracować i z wiekiem płacić coraz wyższe podatki, aby potem uświadomić sobie, że nic nam nie zostało po ciężko przepracowanym życiu?

- Nie – odparła.

Wiedząc, że zrozumiała, dlaczego przejęcie kontroli nad własnymi pieniędzmi w celu uzyskania wyższych zysków jest ważne, dodałem cicho:

- I czy rozumie pani, dlaczego największym strachem Amerykanów jest wizja wyczerpania się pieniędzy, gdy będą już w podeszłym wieku?

- Tak – przyznała drżącym głosem. – Moi rodzice są przerażeni tym, że za kilka lat będą musieli zamieszkać razem ze mną. Także się tego boję. Bardzo ich kocham, jestem ich jedynym dzieckiem. Mam męża i trójkę dzieci. Zastanawiam się, w jaki sposób będziemy mogli pozwolić sobie na utrzymanie naszej rodziny i moich rodziców, gdy się zestarzeją, i jeszcze odłożyć coś na edukację dzieci i naszą emeryturę?

Nie bądź ofiarą

Znów na sali zapanowała cisza. Byłem pewien, że wielu innych ludzi stało w obliczu podobnych wyzwań finansowych.

- Nie chodzi tutaj o te 10 milionów dolarów – powiedziałem łagodnie. – Ale o przejęcie kontroli nad własną finansową przyszłością. O to, że trzeba nauczyć się grać w swoją własną finansową grę, a nie pozwalać, żeby ktoś inny grał w nią za panią przy użyciu pani pieniędzy. Nie mówię, że szybko stanie się pani bogata, mimo że byłoby to możliwe. Chodzi tu o zrozumienie, dlaczego bogaci stają się bogatsi i co musi pani zrobić, żeby nie stać się ofiarą tej finansowej gry. Nie chcę, żeby stała się pani ofiarą gry ani ludzi, którzy ją prowadzą. Dzięki zrozumieniu jej zasad może pani mieć większą kontrolę i potem być bardziej odpowiedzialna za swoje pieniądze i swoją finansową przyszłość.

Nie jest jeszcze za późno

- Czy mogę wygrać w tej grze? – zapytała.

- Oczywiście. Musi pani zacząć od zmiany nastawienia. Potem dobrze byłoby stworzyć plan na kolejne 10 lat. Powtarzam, że nie chodzi tu o to, żeby szybko się wzbogacić, ale o to, żeby opanować zasady tej gry i w nią grać. Gdy już pani tego dokona, gra staje się zabawą. Większość ludzi w miarę upływu lat mówi: „Dlaczego nie zrobiłem tego wcześniej? Ta gra to dobra zabawa”.

- A jeśli się nie zmienię, to nie mam zbyt dużej szansy na zwycięstwo, prawda?

- No cóż, nie mam kryształowej kuli, ale wiedząc, że ma pani trójkę dzieci, starzejących się rodziców oraz potrzeby finansowe pani i męża, powiedziałbym, że w tej chwili wygrywa gra – a nie pani. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, więc proszę zacząć tak wcześnie, jak to tylko możliwe. Proszę jedynie nie czekać do momentu, gdy skończą się pani pieniądze i energia. Aby nie słuchała pani złych porad finansowych i nie inwestowała długoterminowo tylko po to, żeby odkryć, że to, w co zainwestowała pani swoje ciężko zarobione pieniądze, nie przyniosło oczekiwanych wyników. A także żeby nie pracowała pani coraz ciężej w nadziei, że problemy finansowe po prostu znikną, lub co gorsza, wiedząc, że nigdy nie będzie mogła pani przestać pracować. Sugeruję, aby nie była pani podobna do milionów ludzi, którzy obudzą się pewnego dnia i zapytają: „Kto zabiera Twoje pieniądze?”.

Moja rozmówczyni skinęła głową. Wiedziałem, że będzie miała o czym myśleć. Musi zdecydować, czy przejąć kontrolę nad swoimi pieniędzmi, czy po prostu przekazać je innym w nadziei, że będą oni mądrzejsi pod względem finansowym niż ona sama. Jest to decyzja, którą tylko ona może podjąć.

O tym właśnie jest ta książka – o finansowej grze i o Twojej decyzji dotyczącej tego, czy oddać kontrolę nad swoimi pieniędzmi komuś innemu, kto zagra w nią za Ciebie, czy samemu kontrolować swoje pieniądze, swoją przyszłość i grę.

Bogaty ojciec mawiał: „Jeśli kontrolujesz swoje pieniądze, masz wpływ na własne życie”. Powtarzał także: „Oddaj obcym swoje pieniądze, a będą pracowały dla nich, zanim zaczną pracować dla Ciebie”.

Uwagi Sharon

Robert poprosił mnie, bym na koniec każdego rozdziału dodawała moje uwagi – zarówno jako księgowej, jak i bizneswoman. Wychowywana byłam w tradycyjny sposób, czyli według zasady: „chodź do szkoły i zdobywaj dobre oceny, żebyś mogła znaleźć dobrą pracę”. Zarówno mój mąż Michael, jak i ja cieszyliśmy się udanym życiem zawodowym, ale okazje do odniesienia sukcesu, które mogliśmy wykorzystać 25 lat temu, gdy zaczynaliśmy, nie są już dziś tak łatwo dostępne. Obecnie, gdy mamy tak powszechny dostęp do informacji, przejęcie kontroli nad finansowym losem własnej rodziny jeszcze nigdy nie było łatwiejsze i zarazem tak ważne. Książka Kto zabiera Twoje pieniądze? proponuje Ci alternatywne strategie inwestycyjne, które powinieneś rozważyć.

Moje uwagi albo będą podkreślały wypowiedzi Roberta, albo będą stanowiły źródło dodatkowych informacji.

Książka jest podzielona na dwie części

Pierwsza część poświęcona została synergii doradców oraz zróżnicowanym punktom widzenia. Synergia doradców jest ważna, ponieważ Twój umysł stanowi Twoje największe aktywa. Czerpiąc informacje od wielu różnych doradców – zarówno tych dobrych, jak i złych – i korzystając z synergii ich porad, w znacznym stopniu zwiększamy potęgę naszego umysłu – jednego z naszych największych aktywów. Większość z nas opuszcza szkołę, myśląc, że musimy wszystko robić sami. Ta książka pokaże Ci, jak ważne jest stworzenie zespołu ekspertów, którzy będą Cię wspomagać.

Jednym z powodów, dla których ludzie tak często tracą pieniądze lub nie udaje im się osiągnąć ultrawysokich zysków, jest fakt, że słuchają porad finansowych udzielanych przez instytucje finansowe i sprzedawców, a nie przez odnoszących sukcesy inwestorów.

Twój umysł jest największym z posiadanych przez Ciebie aktywów, dlatego też potrzebujesz najlepszej z możliwych porad.

Druga część książki dotyczy synergii różnych aktywów i innych sił finansowych. Dowiesz się z niej, w jaki sposób połączyć potęgę biznesu, nieruchomości, papierów wartościowych, przepisów podatkowych, pieniędzy banku i formy prawnej, aby osiągnąć ultrawysokie zwroty z inwestycji przy mniejszym ryzyku i mniejszym wkładzie.

Na razie wprowadzę poniższy diagram, który ukazuje różnice w tym, jak ludzie z lewej strony Kwadrantu przepływu pieniędzy zazwyczaj inwestują swoje pieniądze oraz jak robią to ci znajdujący się po prawej stronie, czyli właściciele biznesu i inwestorzy. Innym sposobem rozróżnienia działań inwestycyjnych jest nawyk, który powoduje, że osoby znajdujące się po lewej stronie Kwadrantu zwykle lokują swoje pieniądze (oszczędzają), podczas gdy profesjonalni inwestorzy z prawej strony sprawiają, że ich pieniądze nieustannie przyspieszają i jest ich coraz więcej. Czytając książkę, pamiętaj o tym wykresie.

To podczas tworzenia tego diagramu pod koniec pisania tej książki, Robert i ja tak naprawdę lepiej zrozumieliśmy nasze metody inwestowania. Rzeczywiście jest to formuła, której nauczył Roberta bogaty ojciec i Robert do dziś jej używa.

Metody i instrumenty używane przez bogatego ojca, Roberta i innych profesjonalnych inwestorów zostały poddane analizie i omówione. Gdy lepiej rozumiesz różne rodzaje aktywów i związane z nimi akceleratory, jesteś zdolny do tego, by odkryć nowe okazje inwestycyjne, które mogą sprawić, że przyszłość Twoja i Twojej rodziny będzie oparta na finansowej wolności.

zobacz w wydawnictwie

W opisie wykorzystano materiały IPE

Podobne posty:

Komentarze

Powered by Facebook Comments

Zostaw Odpowiedź